Covidowe straty

Covidowe straty

Cykl opowiadań dedykuję Tej z nas, która mimo bólu i cierpienia, stała się wiatrem zmian.


Wrażliwość i empatia to między innymi odróżnia nas od zwierząt. Podobno...

Jest pandemia a ja wciąż słyszę, że pewne zakazy, ograniczenia to mniejsze zło. A gdybym Ci powiedziała, że mniejszego zła nie ma... że ono jest zawsze TAK SAMO WIELKIE.

Nie jestem w stanie pogodzić się z tym, że samotna śmierć dziecka, jego strata bez możliwości towarzyszenia mu, gdy odchodzi, to jest cena zapewniająca bezpieczeństwo szerszemu gronu. Wspierając rodziców wcześniaków i nie tylko, usłyszałam wiele takich historii i wierzcie mi, jest ich zdecydowanie więcej niż garstka.

Czas nadać statystykom ludzką twarz, opowiedzieć ich historie. Bólu i cierpienia zrozumieć się nie da... można je jedynie poczuć.

Usiądź zatem wygodnie, przeczytaj... poczuj...


Tym razem pilnie wróciliście na kardiologię.

Wada się pogłębiła, stan jest bardzo ciężki.

...

Wiedziałaś, że kiedyś to nastąpi. Tetralogia Fallota - z tym mierzy się twój syn od urodzenia. Jedna operacja, druga operacja… to wszystko by ratować mu życie. Wiedziałaś, że niebawem przyjdzie czas na kolejną. Nie myślałaś tylko, że to będzie już... teraz.

Teraz, gdy szaleje pandemia. Teraz, gdy covidowe procedury nie pozwalają Ci przy nim być.

Mimo to byłaś pełna nadziei. Dacie radę.

Powinien być operowany jak najszybciej, zanim stan się pogorszy nieodwracalnie i dojdzie do nadciśnienia płucnego. Wtedy już nic nie będziemy mogli zrobić. – słyszysz w słuchawce.

Dlaczego zatem nie wyznaczacie terminu? – pytasz.

Wszystkie planowe zabiegi zostały odwołane. Jest covid. Wykonujemy tylko te pilne, ratujące życie na cito – pada odpowiedź lekarza.

A odwiedziny? Czy mogę przy nim być? Nie widziałam go już tak długo? – zadajesz pytanie.

Bardzo mi przykro. Jest zakaz odwiedzin na oddziale. – powiedział, na jedynym wydechu, nim się rozłączył.

Modlisz się zatem by syn wytrzymał.

Walcz synku, walcz! – powtarzasz w duchu.

Nie widziałaś go już 3 miesiące.

Myślisz, że Oli nas jeszcze pamięta? Myślisz, że wie, że go kochamy i nie porzuciliśmy samego w szpitalu? - próbujesz rozmawiać z mężem.

Ukradkiem mu się przyglądasz. To już nie jest ten sam postawny mężczyzna co wcześniej. Przygasł, schudł, posiwiał, nie może spać. Tęsknota i strach odcisnęły na nim to samo piętno co na Tobie.

Nic nie odpowiedział.

Tak się nie da żyć – krzyczysz!

Walczycie. Mocno, z determinacją. Były prośby, telefony, pisma.

Jedno pismo, oczekiwanie na odpowiedź. Odpowiedź do odpowiedzi… Pismo rzecznika. Czekanie na stanowisko szpitala. Wasza odpowiedź na jego stanowisko. I tak w kółko. Jakby papiery były najważniejsze… a efektów po tylu miesiącach brak.

Dzwonisz kolejny raz. Jak tysiące razy wcześniej. To zajmuje pół godziny, czasem pół dnia. Dzwonisz jednak zawsze do skutku - aż ktoś odbierze.

Słucham? – słyszysz w słuchawce.

Mówisz o swoich wątpliwościach. O strachu o dziecko. Pytasz jak on to znosi.

Proszę się nie martwić. Pani syn już za państwem nie płacze. Dostaje środki, które zmieniają jego świadomość. Już inaczej postrzega świat. Jest spokojny. – słyszysz.

Zaniemówiłaś. Zimny dreszcz przeszył całe twoje ciało.

Mój syn?! Mój syn, już za mną nie płacze?! Inaczej postrzega świat?! – powtarzasz z niedowierzaniem.

Wy potwory i to ma mnie uspokoić!!! – Wykrzykujesz do słuchawki.

Telefon. Późnym popołudniem. Znajomy numer. Wykręcałaś go tysiące razy. Już wiesz, że nie zwiastuje dobrych wiadomości.

Myślałaś, że stan się pogorszył, że syn zaczął jeszcze bardziej balansować na cienkiej linie życia.

Tyle, że zadzwonili powiedzieć, że ta lina pękła. Pojawiło się nadciśnienie płucne, stan gwałtownie się pogarszał. Serce stanęło.

Dlaczego nie zadzwoniliście wcześniej bym przyjechała go ostatni raz utulić?! – krzyczysz łkając.

Cisza w słuchawce.

Pogrzeb.

Dostałaś leki. Wpadłaś w pustą otchłań. Nic nie czułaś, żadnego bólu, tęsknoty, strachu. Byłaś pusta.

Więc taki los zgotowali Ci synku. Zabili Twojego ducha nim umarło Twe ciało – pomyślałaś, gdy leki przestały działać… TE leki od „zmiany świadomości”.

Kilka dni po pogrzebie na chłodno mówiłaś innym matkom, by walczyły. By się nie poddawały. Mają tupać, wrzeszczeć, przykuć się do drzwi szpitala, protestować… Mają zrobić wszystko, by dla nich nie było za późno. Bo później zostaną tylko wyrzuty sumienia i wołanie dziecka we śnie – Mamo, mamo gdzie jesteś?

Bo mój syn czekał, wciąż czekał… tylko na mnie. – dodałaś.

Idziesz przed siebie. Nim się spostrzegłaś byłaś przy moście. Wasz ulubiony cel podróży. Tak bardzo lubiliście razem karmić z niego kaczki. Zawsze mieliście ze sobą trochę więcej prowiantu, właśnie na ten wypadek. Tym razem w kieszeniach pustki.

Spoglądasz w niebo. Promienie słońca przebijają się przez gęstwinę liści zalewając swym blaskiem taflę rzeki. Wysoki poziom, wartki nurt. Zupełnie jak ostatnim razem, gdy tu byliście.

Już idę synku – powiedziałaś... i skoczyłaś.


Nadal uważasz, że mniejsze zło istnieje?