Hipoterapia - wsparcie rozwoju dziecka

Hipoterapia - zalet słów kilka

Było o psach i dogoterapii (kliknij tutaj). Teraz czas na hipoterapię i konie.

Dlaczego tym razem o koniach... bo są rewelacyjne w stymulacji dzieci.

Podkreślę R-E-W-E-L-A-C-Y-J-N-E

Ano powiem, wam, że gdy przyszło mi pierwszy raz oddać swe 2-letnie dziecię w ręce obcej osoby, która to miałaby ją jeszcze na te wielkie (acz cudowne) stworzenie sadzać i prowadzać po wybiegu, to lekko mi na sercu nie było. I nie dlatego, że się bałam, że ów ciocia z mym dzieckiem sobie rady nie da, ale dlatego, że coś me dziecię koniu spsoci. Ot taki psikus pt. „ Ach zacznę piszczeć, krzyczeć” i będzie problem.


Zatem przed akcją pt. NA KOŃ WSKAKUJ mały research zrobiłam (dodam na ów hasło, po dziś dzień gęba mojej małej psotnicy uśmiecha się od ucha do ucha i słychać ten charakterystyczny chichot szczęścia i zadowolenia) i oto i jego efekty.

Zatem – hipoterapio – czyś faktycznie taka dobra?

Że koń pomocny w stymulacji rozwoju małego dziecka jest - to chyba już każdy wie, wszak lista wskazać do hipoterapii dzieci jest długa.
Od zespołów neurologicznych:


  • Mózgowe porażenie dziecięce (po wcześniejszych konsultacjach z neurologiem i terapeutą)
  • Stany po urazach czaszkowo-mózgowych (po wcześniejszych konsultacjach z neurologiem i terapeutą)
  • Minimalne uszkodzenia mózgu (po wcześniejszych konsultacjach z neurologiem i terapeutą)
  • Choroby mięśni (przy sile mięśni ocenianej w skali Lovetta na min. 3 punkty), konieczna indywidualizacja intensywności i czasu zajęć
  • Dzieci niedowidzące i niewidome (przeciwwskazaniem jest odklejanie siatkówki i wzmożone ciśnienie śródgałkowe)
  • Choroby i zaburzenia psychiczne
Po zespoły ortopedyczne:


  • Wady postawy (przeciwwskazaniem są zwichnięcia czy podwichnięcia stanów, podobnie jak niestabilności kręgów szyjnych, czy plecy płaskie lub wklęsłe, szpotawość kolan)
  • Skoliozy do 20° wg Coba z wyjątkiem progresujących skolioz idiopatycznych
  • Stany po amputacji i wady rozwojowe kończyn
Czy inne zaburzenia:


  • Zespoły genetyczne, np. Zespół Down’a (z obowiązkowym zdjęciem rtg – bocznym i czynnościowym – odcinka szyjnego kręgosłupa po wykluczeniu niestabilności kręgów szyjnych)
  • Przepukliny oponowo-rdzeniowe, w zależności od wysokości uszkodzenia, obrazu klinicznego, współwystępowania wodogłowia (wodogłowie bez wszczepionej zastawki jest przeciwwskazaniem do hipoterapii)
  • Zespoły psychologiczne: zaburzenia emocjonalne, upośledzenia umysłowe, niedostosowanie społeczne, w tym w szczególności: autyzm i spektrum autyzmu, zespół Aspergera, zespół Tourette’a, ADHD, zaburzenia SI (w tym nadreaktywność i podreaktywność), zaburzenia odżywiania (silny lęk czy hippofobia mogą być przeciwwskazaniem do hipoterapii)
  • Opóźnienie psychoruchowe o nieustalonej etiologii

Należy jednak pamiętać, że nie w każdym wypadku hipoterapia jest wskazana i możliwa do wykonania, a o doborze jej formy decyduje lekarz prowadzący.

I pamiętajcie proszę o tym, zanim podejmiecie działania w tym kierunku, bo jak widzicie w nawiasach podałam tylko nieliczne przeciwwskazania, to pełną ich listę zna lekarz kierujący i jest to zatem pierwsza osoba, jaką należy odwiedzić, gdy hasło hipoterapia robi się dla nas atrakcyjne.


Jak przygotować dziecko?


Jak już to ogarniecie to warto przed zajęciami odbyć z dzieckiem kilka rozmów na temat tego, gdzie się z nim wybieracie i co będziecie robić.

I tak, 2 latek jest już na tyle duży, że taka rozmowa mu się najzwyczajniej w świecie należy, z resztą moje zdanie jest takie, że każdemu się należy bez względu na wiek.

Ja dodatkowo odbyłam jeszcze rozmowę z panią terapeutką, dzięki czemu miałyśmy obie mniej więcej opracowany plan pierwszej wizyty, no i wiedziałam, jak się przygotować na pierwsze zajęcia.


Co nam te gadki dały?

Ano...

⇒ primo – moje dziecko wiedziało co to koń, wiedziało, że to duże zwierzę (o taaaaaaakie duzie!), wiedziało, że będzie na nim jeździć i jak się na nim jeździ,

⇒ secundo – wiedziało, że będzie ciocia, która będzie ją wozić na tym koniu (de facto, która przejmie nad nią pieczę, bo mama pójdzie za bandę i tyle jej tam będzie na arenie jeździeckiej),

tertio – terapeutka wiedziała, czego może się spodziewać po moim dziecku, jakie daje oznaki stresu lub strachu i jak na nie reagować, no i najistotniejsze kiedy przerwać zajęcia – co jest istotne, gdy wskazaniami są względy natury psychologicznej),

⇒ quatro – ja wiedziałam, jak należy ubrać dziecko, a więc ubrania wygodne, nie krepujące ruchów (czyli jeansy out, dresik tak, ja dodam ze swojej strony, wziąć coś na przebranie – bo później ubrania jednak koniem pachną) oraz zabrać kask na głowę (może być ten, który jest do jazdy na rowerze).


Jak ogólnie wyglądają same zajęcia?

W zasadzie można je podzielić na trzy części.
W pierwszej – dziecko zapoznaje się z koniem, jeśli jest w stanie to pomaga przygotować konia do zajęć.
Drugi etap – nazwijmy ten właściwy – to są już ćwiczenia z koniem. Mogą to być różnego rodzaju ćwiczenia fizyczne, logopedyczne, z uwzględnieniem integracji sensorycznej. Tak naprawdę to już zależne jest od tego, w czym hipoterapia ma pomóc. Jazda konna zazwyczaj odbywa się bez siodła, aby dziecko lepiej odczuwało impulsy pochodzące od konia (stąd ta uwaga o ubraniu na przebranie i buty, buty też).
Ostatni, trzeci etap to wyciszenie poprzez przygotowanie konia do odpoczynku, np. szczotkowanie, karmienie albo, jak było u nas, pożegnanie się z koniem i podziękowanie mu oraz cioci za zajęcia.


A jak to wyglądało u nas?

To majestatyczne zwierzę, pełne gracji i spokoju szybko zaskarbiło sobie przychylność mojego dziecka. I nagle okazało się, że superruchliwe dziecię może się skupić i wyciszyć na dłużej niż 5 sekund, ba robi to nieświadomie w pełni czerpiąc ze spokoju konia.
Płynne i harmonijne ruchy konia sprawiały, że nadpobudliwa mała bestyjka spokojnie siedziała, rytmiczne się kołysząc, co w jej przypadku już było dużym sukcesem.


Terapeutyczny chód konia charakteryzuje się miarowością, sprężystością oraz odpowiednią rytmiką. To ważne, bo takie ruchy wyciszają, koją, ale i stymulują (ten kto robił swojemu dziecku masaż Shantala wie, o czym piszę).


Dodatkowo jazda na koniu wymusza na dziecku przyjęcie prawidłowej postawy siedzącej. U nas jest z tym problem, więc tym bardziej przychylnie patrzeć należy na hipoterapię.


By było milej ciocia – terapeutka śpiewała podczas zajęć piosenkę o koniu, zaznajamiając młodą z anatomią konia (z resztą gilgotki jego ogonem do tej pory wspomina).


Widać było, że dla niej to też była mega frajda, co rusz krzyczała „Mama patrz!”, „Wio koniku” i inne radosne okrzyki. Choć skala głosu dziecia mego momentami przyprawiała o ból głowy, koń cierpliwie znosił jej popisy wokalne. A to też istotne!


Bo na konia terapeutycznego nie wybiera się byle lepszego egzemplarza. Koń terapeuta to starannie wybrany przedstawiciel swojej rasy o określonych predyspozycjach.

Aby zakwalifikować go do hipoterapii musi on zostać oceniony indywidualnie oraz wykazywać predysponowane cechy. Bo w relacji człowiek-koń najważniejsze jest jednak posłuszeństwo zwierzęcia wobec swojego opiekuna. I nie chodzi tutaj o to bezwzględne posłuszeństwo, ale o to płynące z zaufania na linii koń-opiekun. Koń, który jest nieposłuszny, który nie ma zaufania do opiekuna jest nieprzewidywalny, może się spłoszyć i pobiec galopem tratując wszystko co spotka na swojej drodze, a to już sprawia, że nie można dopuścić go do takiej pracy.


Konie terapeuci są zatem przyzwyczajane m.in. do nierównomiernie rozłożonego ciężaru czy też gwałtownych i nieskoordynowanych ruchów na grzbiecie, różnego rodzaju dźwięków i krzyków, pracy z przyborami (np. kółka, piłki) itp. Zatem okrzyki radości, czy strachu, odruchy, nad którymi dziecko nie może zapanować, nie są dla takiego konia powodem do niepokoju i lęku. On nadal jest spokojny i opanowany, co udziela się dziecku.


I to jest to o czym pisałam wyżej. Dziecko czerpie ten spokój i harmonie z konia. Wycisza się. Uczy się samoregulacji, ale i też akceptacji. Bo koń swoja postawą, swoim opanowaniem pokazuje, że w pełni akceptuje dziecko, takim jakie ono jest. Nie wykazuje leku czy strachu, czyli czegoś co nasze dziecko mogło czasem doświadczać w kontakcie z innymi dziećmi czy (niestety!) dorosłymi. A to ważne!


Ze względu na fakt, że w większości przypadków jazda konna w hipoterapii odbywa się bez siodła, koń nie powinien być kościsty (zwróćcie na to uwagę, bo to też świadczy nie tylko o profesjonalnym podejściu ośrodka to hipoterapii, ale też, że koń objęty jest należytą opieką).
I choć same jazdy trwają u nas na razie, tylko, albo aż 10 minut, to uważam, że warto.
Tutaj również wielki ukłon w stronę pani terapeutki, która dostosowuje się do potrzeb i możliwości dziecka, nie przeciągając zajęć na siłę do tych standardowych 30 minut. Bo choć dziecko radosne i bardzo chętne, to jednak te 30 minut to za długo dla tak hiperaktywnego 2-latka.


Będę szczera, pierwsza wizyta w stadninie to były duże emocja, co w nocy dało o sobie znać.
Mówienie przez sen, wołanie konika - taki był repertuar nocą. Ewidentnie przezywała jeszcze raz tę wizytę. Jednak były to emocje pozytywne.


I jakie nam to przyniosło korzyści?

Jeszcze niedawno sama zastanawiałam się, jak taki wielki kolos mógłby pomóc memu dziecku.

Ale prawdą jest, że ten rodzaj wspomagania rozwoju przynosi efekty, co z wielką radością obserwuję sama. Poza standardowym oklepanym „Dziecko uczy się obcować ze zwierzętami”, jest jeszcze „Dziecko zrobiło się spokojniejsze, umie się wyciszać, skoncentrować uwagę na dłużej niż 5 sekund, przybiera prawidłowa postawę podczas siadania, lepiej koordynuje swoje ruchy, lepiej czuje swoje ciało, zrobiło się odważniejsze, jest mniej nieśmiałe, inicjuje kontakt” i wiele, wiele innych… O czym będziecie mogli się przekonać sami, gdy też spróbujecie.


BONUS*

A z tych bardziej naukowych doniesień Iwona Ciechanowicz wraz z Anną Lubkowską opublikowały artykuł przeglądowy dotyczący hipoterapii pt.:Efekty hipoterapii. Przegląd aktualnych doniesień (2013–2017) w Pomeranian J Life Sci 2018;64(3):143-146.
Jeśli ktoś jest chętny warto przeczytać, bo jest on również dostępny on-line, wystarczy kliknąć w powyższy tytuł.


A my tymczasem zaczynamy się już pakować na kolejne zajęcia z hipoterapii…