Lęk przed okulistą

Jak odczarowałam lęk przed okulistą

Mój patent na okulistę

Wiem, że pierwsze wizyty u niego wyglądają strasznie. Stąd nie ma co się dziwić, że później nasze dzieci panicznie się go boją.
Krople szczypią, po ich aplikacji dzieci kiepsko widzą - wszak słońce razi, no i samo badanie... nie jest przyjemne.


Bo i cóż przyjemnego jest w grzebaniu drutem w oku niemowlaka? - tak to wyglądało z mojej perspektywy.


Ba... był czas, że sama musiałam przytrzymywać moją córę i to z jasną informacją, że ma się nie ruszać inaczej może dojść do uszkodzenia oka podczas badania i będzie to moja wina.
Cóż się zatem dziwić, że dzieci panikują, skoro sam rodzic ma niezłego pietra?


Po około roku czasu sposób badania oka mojego dziecka uległ zmianie, ale niestety lęk w nim pozostał.
I choć badanie polegało jedynie na przyłożeniu głowy do specjalnego aparatu, gdzie pojawiał się rysunek, córka nadal była niewspółpracująca.


Szlak zatem trafiał tak wykonane pomiary, bo i co to za miarodajne badanie, jak pacjent płacze w wniebogłosy, łzy lecą ciurkiem, głowy nie chce przyłożyć do ustrojstwa i w dodatku mruży oczy.
Wątpliwe, to jedynie słowo, jakie padało z ust okulisty, gdy pytałam o poprawność wskazać aparatu.


Długo się zastanawiałam jak temu zaradzić. Wszak wada jest, dość niefortunna bo z dużą różnicą między jednym i drugim okiem, a widmo pogłębiającego się zeza i totalnej ślepoty na dużo słabsze oko, nie wskazywało jakoby nasza przygoda z okulistą miała się szybko zakończyć.


Projektor

Poszukiwania odpowiedniego sprzętu, który byłby mi w tym pomocny, zajęły trochę czasu. Ale w odmętach mej świadomości, jeszcze z czasów dzieciństwa, pamiętałam jak bawiłam się takim małym projektorem do bajek.
Wystarczyło włożyć do niego kółko z małymi slajdami, przyłożyć głowę spoglądając pod światło i przenieść się można było do kolorowej krainy bajek.


Wpadłam Ci ja zatem na pomysł, by okiełznać ten strach dziecia mego, za pomocą ów projektora.


No nie powiem, znalezienie tego cuda łatwe nie było, ale wynikało to raczej z faktu, że za chusteczkę nie mogłam wpaść na to, jak to urządzenie faktycznie się nazywa. Dla mnie po prostu był to projektor bajek, bo i taką też nazwę te 30 lat temu usłyszałam.


Ile ja się stron nawertowałam z zabawkami, ile sklepów odwiedziłam on-line wiem tylko ja, mój mąż i dziecko, które w tym czasie musiało zająć się sobą.


I gdy już nadzieja wręcz umierała... znalazłam go pod nazwą okulary z projektorem 3D.


Małymi kroczkami do przodu

Powolutku zaczęłam zatem oswajać dziecię moje z tą zabawką. Choć, będą szczera, jak sama zobaczyła, że pojawiają się jej przed oczyma kolorowe obrazki, a i mama opowiada do nich ciekawe historyjki, to i z chęcią zaczęła po nie sięgać.


W kolejnym etapie mówiłam, że u pani okulistyki jest podobne urządzenie i tam też wyświetlać się będzie coś ciekawego, musi jedynie uważnie spoglądać.
Pewną zaporą była informacja, że krople będą zapuszczanie i to 2 razy. Ale przyjęłam strategię mówienia całej prawdy, by córka miała świadomość, co będzie robione i komfort, że kolejność działania, mimo, że się boi, to zna.


I słuchajcie... powiem Wam - B-O-M-B-A.

Ten pomysł to był strzał w dziesiątkę.

I choć strach był, to jednak nie był on paraliżujący - nie było ryku, płaczu i histerii.

Jedynie zakraplanie było dużym dyskomfortem, ale za to samo badanie przebiegało bardzo miło i sprawnie.

Zmiana była tak drastyczna, że sama pani okulistka była ciężkim w szoku i pytała się jak tego dokonaliśmy.
Ba, dziś już wiem, że zaczęła tę metodę podsuwać innym rodzicom, jak formę przygotowania dziecka do badania.


Warto spróbować

Choć wiem, że dzieci są różne i to co zadziałało na moją łobuziarę, na Twoje dziecko wcale nie musi, to jednak jestem zdania, że warto spróbować. Niczym wszak się nie ryzykuje, a można zaoszczędzić dziecku stresu i sobie nerwów.
Ja ją polecam, jako jedną z prób, które warto podjąć, by odczarować wizyty u okulisty.

Może i u Was się sprawdzi?

A na foto ów projektor vel okulary z projektorem 3D.

A czym musi być to ten konkretny model?

Absolutnie nie.

Dziś już wiem, że na rynku dostępnych jest ich kilka. Każdy zatem znajdzie dla siebie coś odpowiedniego.